Ballada o włamywaczu Sł. Z. Kuniński J. Medyński Muz. Andrzej Ślusarz
Wstąpił włamywacz, na duże jasne
I płacąc w kasie dwa złote,
Spojrzał na dzienny utarg w tem barze
Rzekł: “mam niezłą robotę”.
Smaruje szaber, fomkę i raka, szaber,fomka,rak – narzędzia włamywacza
Rajster cały klawiszy. Rajster - pęk
Przed tym meterem pęknie dziś paka meter – mistrz paka – kasa pancerna
Brzęknie mamona wśród ciszy. mamona- pieniądze
Bezksiężycowa, jak ciemne piwo
Noc pogrążyła w sen stróża.
Więc nasz fachowiec wknajał do baru. wknaić - wejść
Prze lufcik i od podwórza.
Wtem przez otwory swej czarnej maski,
W światełku ślepej latarki.
Ujrzał przed sobą wprost oko w oko,
Na półce ... pól litra Starki.
Fomką podważył w butelce korek fomka – mały łom
I łyknął nie małą krzynę.
A chcąc coś nie coś przekąsić rozpruł
Rakiem pudełko sardynek. rak – nożyce do cięcia kas pancernych
Sardynki byli eksztra francuskie,
Starka najwyższej jakości.
Więc nic dziwnego, że w tych warunkach
Nie musiał sam siebie prosić.
Po Starce koniak, do niego kawior
Więc rzekł “ to prawie bankiecik,
a skoro bankiet, musi być światło”
I żyrandole zaświecił.
Potem wytrychem włączył adapter
I zagrał “Złoty pierścionek”
I do białego bawił się rana,
Aż wszedł do baru personel.
Nie trzeba mówić, co się tam działo
Rzecz się do tego sprowadza,
Że jeszcze jeden doszedł nam przykład
Jak wódka w pracy przeszkadza!
Muz A.Ślusarz
Mało kto o nasz pamięta,
No chyba ci, co przy piecach się grzeją.
Klejent się trafia od święta.
Kaloryfery się w kułak z nas śmieją.
Ojciec synowi wygraża,
“Jak będziesz leń i krugom zbierał dwóje, krugom – wciąż, ciągle
to do zawodu węglarza,
smyku cię wyrychtuje”.
Rację miał ojciec, czy tak, czy siak.
A ja Siwka batem i śpiewam sobie tak...
Węglarz ojciec, węglarz dziadek
I węglarzem jestem ja.
Na cholerę mi posada,
Kiedy swoją szkapę mam.
Kurs na Brudno. Na Targówek.
Koks i węgiel, lub sam miał.
Węglarz z dziada i pradziada...
Trudno, los tak chciał.
Jak klejenta dorwiem trąbe,
Towar zważym mu na bombę. Oszukiwanie na wadze przez użycie przewierconego odważnika
Jak się w kanał zrobić nie da, zrobić w kanał – Wóz ma kanał, gdzie zostaje węgiel – zysk węglarza
To dołożym mu na pedał. Oszukiwanie na wadze przez dociążenie szalki nogą
Żeby te kaloryfery,
Jak najmarniej ludziom grzeli.
Fart by człowiek wreszcie miał. Fart - szczęście
Milionerem bym się stał.
Parlando: Felek, zabierz te kobyłe od stołu. Nie dość, że miejsce zajmuje, to jeszcze obrus wtraja. Co to jest, że koń tak zielone lubi?
Wtraja - je
Droga przed nami daleka.
Choć ciągniem z Siwym te brykie od lat.
I czas spod kół nam ucieka,
Ale cóż, szybszy jest świat
Rację miał ojciec ... i.t.d.
Muz. A. Ślusarz
Riksiarz PanSł. W. Mścichowski muz. A.Slusarz
Tu się nie ma co pieścić, ten fortepian się zmieści.
Dla mej rikszy nie groźny ten balast
Wiesz pan wóz jest przyczepny, motorowo-pośpieszny.
No to leciem na Grochów, masz pan frajdę jak znalazł.
Motor gra, skrzynia łka – no bo stara.
Jeden kurs, stówy szmer, taka miara.
Kręcą się koła trzy, choć nie jeden z nas drwi,
że ten wóz na zakrętach przewala się.
Parlando: mówisz Pan drogo? Jak się nie ma waluty, to się rikszy nie zamawia. Motor tak, Motor się położy, ale riksza panie? W życiu! Jak może się wywalić wóz na trzech kołach?
Motor gra, skrzynia łka. No bo stara.
Jeden kurs, stówy szmer, taka miara.
Ja pedały mam dwa. I jak trza, to się pcha.
Motorowe praktykie się ma.
Gdy tak jadę ulicamy, Ople, Fiaty mnie mijają.
One bez te brudne szyby, węgla dwutlen se wdychają.
A ja ma słoneczko w oku. Ręką kredens przytrzymuję.
Choć niedzielniak trąbi z boku, ja się wcale nie przejmuję.
Motor gra ...i.t.d.
Z izdebki na przedmieściu,
Aż do fabrycznych wrót.
Iść trzeba zaułkami, ciemnymi uliczkami,
Po swoją dolę i swój trud.
Za oknem wiatr szeleści.
Gdy trzeba zerwać się o szarym dniu.
Gdy jeszcze myśl zamglona, wczorajszy trud w ramionach
A w oczach drzemią resztki snu.
Drży fabrycznej pracy rytm.
Życie znowu się zaczyna.
Znowu idzie w szary świt.
Fabryczna dziewczyna.
Smutne są uśmiechy dnia
Każda chwila i godzina.
Smutne oczy zawsze ma,
Fabryczna dziewczyna.
Wokoło szum,
Wierny jej towarzysz,
Wokoło obcy tłum,
Umęczonych twarzy.
Raz na tydzień z chłopcem swym,
Spotka się by pójść do kina.
I swe szczęście prześni z nim.
Fabryczna dziewczyna.
Przemija wiele godzin,
Przemija wiele chwil.
Mijają dni sieroce.
Są tylko dobre noce.
I marzeń kolorowy film.
Bo gdy już noc nadchodzi.
Wypłynie z mroku cisza błogich snów.
Jak w najpiękniejszej baśni,
Na krótko świat rozjaśni.
Nim chłodny świt się zbudzi znów.
Drży fabrycznej pracy rytm ... i.t.d
.
Chodź na Pragę sł: T.Stach muz A.Gold
Jesteśmy z tamtej strony Wisły, z naprzeciwka.
Mamy swój fason i swój własny szyk.
Gdy nam na wódkę brak, lubimy popić piwka.
W tem nie dorówna nam warszawski żaden łyk
Ref:
Rzuć bracie blage i choć na Prage
Weź grube lage, melonik tyż
Zobaczysz Prage, dziewczynki nagie!
Każda na wage, ma to co wisz.
Byle łamage i Babe Jage
U nasz się bierze pod żeberko i za kark.
Więc ponieś flage, weź na odwage i chodź na Prage
Pod lunapark
U nasz na Pradze są rozrywki kurtularne,
Ale najlepszy w Parku Praskim – lunapark
U nasz się tańczy tylko tanga popularne
Z dziewczyną, co ma czerwień buraczkowych warg.
Ref: Rzuć bracie blage ...i.t.d.
Nasz tam nie bawi żaden bejc i żadne radio.
Tylko harmonia, to instrument nasz.
A kiedy tańczysz brachu z naszą Leokadia,
To wtedy w łapie ze sto kilo masz!
Ref: Rzuć bracie blage ...i.t.d.
Róg Gęsiej, Dzikiej
Sł: B.Końskowolski muz: J.Rakowski Ostatni raz, ja piszę list z dwudziestu stron.
Ja wiem, że cię uwiędął ten nikczemnik on.
On jeden mógł się skusić na płeć twoją białą
I tęgie ciało, co aż wisiało.
Ja pitam zadlaczego dajesz jemu lic?
A mnie ty obiecałaś, lecz nie dałaś nic?
Za moje serce, rozrzutności, oświadczyny,
Ty robisz kpiny i głupi witz.
Róg Gęsiej, Dzikiej w tej kawiarence.
W mój talerz ręce, włożyłaś mi.
I żarłaś kotlet, twardy naprędce.
Do tego jeszcze wątróbek trzy.
A ja płaciłem chętnie za rachunek.
Mniej więcej jakieś złoty, groszy trzy.
Róg Gęsiej, Dzikiej w tej kawiarence.
Za żarcie, picie – uciekłaś mi.
Ty chcesz tam zostać? No to zostań wreszcie już.
Lecz już nie wracaj, bo wyrzuci cię mój struż!
I zwróć mi pocztą, wszystkie nowe biusthaltery,
Reformy cztery. Bilet z opery.
Dlaczego ja mam tracić co kupiłem ci.
Już dosyć, że wydałem ponad złotych trzy.
Niech będzie głupi, niech ci frajer wszystko kupi!
Niech spełnia twoje wszelkie sny!
Róg Gęsiej, Dzikiej w tej kawiarence.
Ktoś inny ręce zakłada mi.
A ja fonduję nóżki cielęce.
Siedze już z inną, godziny trzy.
A w zamian on tuli mnie do biustu.
Oj! Jaki biustu!
Niech teraz zazdrość zaszkodzi ci!
Róg Gęsiej, Dzikiej w tej kawiarence.
Codziennie, wieczór ach! Jest dobrze mi!
Róg Gęsiej, Dzikiej w tej kawiarence...
Na Starówce dziś zabawa, humor śmiech i wrzawa
Będzie w deche wstawa, niechaj wie Warszawa.
Jest czyścioch, jest zagrycha. Pasztet no i kicha.
Nóżek pełna micha – stół się gnie
Już się schodzą goście mili, bez spóźnienia chwili.
Jakby się zmówili. Tak się poschodzili.
Teoś Piecyk z ciotką Klarą
Przyśli pierwszą parą
No bo oni na Starówce wiodą prym.
Już się zeszli, już w komplecie są swoje chłopaki.
Jest Józiek garbaty, Olek piegowaty.
Jest Ignacy, rudy Julek, Maniek cętkowany.
I w ząbek czesany Antoś jest.
Teoś Piecyk – pierwszy toast wzniósł.
Sto lat żyjta drogie gości – no i pijta już!
A harmonia niech wesoło gra!
Dziś Starówka się zabawia, tańczy na dwa pa.
Pogotowie ratonkowe i policja razem.
Pędzą pełnym gazem
Pędzą pełnym gazem.
Opatrują, bandażują.
Do mamra pakują,
No i likwidują. Piękny bal.
Morowe tango sł: W.Gen muz. Z.Lewandowski
Dziś w całej kamienicy, już od samego rana.
Harmider jest okropny i raban, że aż strach.
Ja nie wiem co się stało, czy pękła komuś ściana,
Czy wojna się zaczęła, czy się zawalił dach?
A może to wesele, lub wrócił ktoś z pogrzebu?
I stypę dziś wyprawia – więc walę na dół wprost.
Tymczasem to dozorca. Lansuje nowy przebuj.
Z nim wszystkie likatory. Drą się na cały głos.
Morowe tango wkoło nas rozbrzmiewa.
O tem, że Antek Mańce w oko wpadł
Morowe tango, każdy dzisiaj śpiewa
Czy mały pętak, czy też stary dziad.
Do tego tanga każden miętę czuje
Bo jest bez pucu i miłosnych zdrad.
Nawet kanarek w klatce wygwizduje.
Morowe tango – podbiło cały świat.
Na pierwszym piętrze Frania w rytm tanga sobie pierze.
Choć pot jej kapie z nosa, lecz śpiewa tak jak kos.
Na drugim pan Agapit, wysokie tony bierze.
Kiepurą chciałby zostać, więc ćwiczy sobie głos.
Pan Zenuś Orzechoszczak, co dobrze buty kuje.
Wychylił se czterdziestke i śpiewa, bo ma bas.
A nawet Oleś Kogut, choć głosik mu szwankuje,
Kołnierzyk sobie rozpiął i śpiewa z nimi wraz.
Morowe tango wkoło nas rozbrzmiewa i.t.d.
Na Czerniakowskiej sł : K.Tom muz: J.Boczkowski
Choć matki nie znał, ojca też
Uchował się bez troski.
Żył, toć najmniejsza żyje wesz
Nikt go nie spytał “jak się zwiesz” ?
Na Czerniakowskiej...
Choć ojca widział wciąż we śnie.
Ręki nie znał fatrowskiej
Nikt go nie spytał “jak się zwiesz” ?
Na Czerniakowskiej...
Poranny! – Zimą w głos się darł.
Lub z szopką szedł krakowską.
Raz buchnął naczyń kilka par
I Czarnej Mańce zaniósł w dar,
Na Czerniakowską.
Był bliski mu uliczny gwar,
Puławskiej, Marszałkowskiej
Lecz Czarnej Mańki poznał czar,
Na Czerniakowskiej.
Po Mańce Franka była znów.
Co jasne miała włoski.
Nie mało o nią natłukł łbów.
Gdy chciał ją odbić ten i ów.
Na Czerniakowskiej.
I czasem widział nocny stróż
Zza drzewa, lub zza kioska.
Jak czerniał krwią splamiony nóz,
I Czerniakowska
Pawiaka potem przeszedł chrzest
Gdzie czuł się dobrze, bosko
I tylko czase, co to jest.
Tak mu się jakoś ckniło fest,
Za Czerniakowską
I za ferajną z Dołu tą.
I za uliczną piosnką.
I tam posyłał duszę swą.
Na Czerniakowską.
W sakpalcie jasnym chadzał szyk.
I czapce adnrusowskiej
Majcherem władał, miał w tem dryg
Pan Ignac, znał go każdy smyk.
Na Czerniakowskiej.
Każden z szaconkiem bił mu w dach,
W dzielnicy tej urkowskiej.
Chętnie poszedłby za nim w piach
Na Czerniakowskiej.
A teraz będzie koniec już.
Historii andrusowskiej.
Jak zwykle nocą zemsta, nóż.
Nikt nie zapłacze, no bo któż?
Na Czerniakowskiej?
Choć goło, lecz wesoło sł : O’Jelly muz: Z.Białostocki
Im więcej masz forsy, tem większy masz kram.
Wciąż płatności tu i tam.
Jak wydołać nie wiesz sam.
Gdy nie masz mamony to możesz być rad.
Wychodzisz na ulicę goły
Gwiżdżąc w świat.
Ref:
Choć goło, lecz wesoło, wesoło, wokoło.
Muzyczki skoczne dźwięki, przeboje, piosenki.
Godzina za godziną, wesołe chwile płyną.
Co krok to dansing, kino, publiczność, szał.
Ja nie wiem co kryzys, co plajta, co żle.
Nic to nie obchodzi mnie.
Ja z wszystkiego sobie kpię.
Skąd wziąć na pierwszego sto złotych? To pic!
Nie martwię się i tak nic z tego, nie mam nic!
Ref:
Choć goło, lecz wesoło, wesoło, wokoło i.t.d.
Masz długi i drugi raz plajtnąć masz chęć.
Na wydaniu cór masz pięć i z posagiem zwiał ci zięć.
Interes od roku twój stoi jak drąg.
Ty na to gwiżdżesz i nie załamujesz rąk.
Ref:
Choć goło, lecz wesoło, wesoło, wokoło i.t.d.
Radosna jest twórczość, lecz smutny jest plon.
Zapytują ze wszech stron.
Co powiada na to on?
On wąsa podkręca, choć źle trzeba żyć.
Bo nie jest wcale żle, tak jakby mogło być
Ref:
Choć goło, lecz wesoło, wesoło, wokoło i.t.d.